Część 6: Zatamować krwawienie

Spadające głowy

Kiedy firma dramatycznie traci pieniądze, często jedynym sposobem jej ocalenia jest obniżenie kosztów stałych poprzez redukcję personelu. Między wrześniem 1985 i marcem 1986 roku Commodore straciło ponad 300 milionów dolarów, z czego ponad 21 milionów w samym marcu. Thomas Rattigan, nowy dyrektor generalny firmy, zdecydowany był zatrzymać ten proces.

Rattigan rozpoczął trzy niezależne tury zwolnień. Na pierwszy ogień poszli leserzy, ludzie, którzy nie okazali się i prawdopodobnie nigdy nie byliby przydatni dla firmy. Kolejna tura związana była ze skasowaniem wielu projektów wewnętrznych. Ostatnia, konieczna dla odzyskania rentowności, pozbawiła firmę wielu zdolnych pracowników i mogła w ostatecznym rozrachunku okazać się dla Commodore zgubna. Dave Haynie, jeden z inżynierów, wspomina, że pierwsza tura była korzystna, kolejna - dyskusyjna, natomiast trzecia okazała się prawdziwym ciosem.

Pod kierownictwem Jacka Tramiela Commodore zaangażowało się w mnóstwo projektów: część była praktyczna, część wizjonerska i dalekowzroczna, a część po prostu zwariowana. Aby rozróżnić jedne od drugich, Rattigan potrzebował opinii fachowca. Znalazł go w osobie Charlesa Winterble, byłego inżyniera przemianowanego na konsultanta firmy, którego w owym czasie wciąż dotyczył proces sądowy wytoczony przez Commodore firmie Atari!

Pierwsza pod ścianą znalazła się starzejąca się linia komputerów PET, które niegdyś były pierwszymi w całości zmontowanymi komputerami na rynku (wyprzedzając tym samym zarówno Apple ][ jak i TRS-80). Pod topór poszedł również, niegdyś reklamowany przez Williama Shatnera VIC-20. Następnie przyszła kolej na innowacyjną, lecz skrajnie bezużyteczną kolekcję małych komputerów ośmiobitowych niekompatybilnych z popularnym C-64: Plus/4, Commodore 16 i wiele innych maszyn, które nie opuściły stadium prototypu. Skasowano również projekt Commodore 900, innowacyjnej uniksowej stacji roboczej, potrafiącej wyświetlać obraz (monochromatyczny - przyp. tłum.) w rozdzielczości 1024x800.

Ile megabajtów się zmieści?

Tramiel przyłożył rękę nie tylko do komputerów. W owym czasie firma posiadała mieszczącą się w Kanadzie firmę produkującą wyposażenie biurowe. Osobiście częściej zdarza mi się napotkać sekretarzyki z logo Commodore niż komputery Amiga. Rattigan pozbył się wielu takich "ciekawostek".

Nowy dyrektor doprowadził również do ładu niechlujną księgowość, która kwitła za jego poprzednika, Marshalla Smitha. Zamknięto trzy niepotrzebne fabryki i wprowadzono nowe metody kontroli finansów, aby dokładnie sprawdzać wydatki firmy.

W końcu cięcia dokonały swojego dzieła - Commodore spłaciło długi, a nawet, w ostatnim kwartale 1986 roku, zanotowało skromne zyski, w wysokości 22 milionów dolarów.

W międzyczasie, jeśli Amiga miała być czymś więcej niż ciekawostką, potrzebowała programów. Jedną z pierwszych firm, która publicznie ogłosiła wsparcie dla tej platformy była sama Electronic Arts.

Electronic Arts i Deluxe Paint

Większości ludzi Electronic Arts kojarzy jako typową, bezosobową, wielką korporację znaną z tego, że pochłania i dławi niezależne grupy rozwijające oprogramowanie, eliminuje konkurencję płacąc wielkim ligom sportowym za prawa wyłączności i wyzyskuje pracowników do granic możliwości. Zaskoczy ich pewnie fakt, że początkowo EA przyświecała zupełnie inna misja i filozofia.

Założyciel EA Trip Hawkins wspólnie z Amigą 1000

Założyciel Electronic Arts, Trip Hawkins, zdecydowany był walczyć ze złym traktowaniem programistów, które napotkał w branży. Zakładając firmę w roku 1982 wymarzył sobie, że programiści i projektanci gier powinni być traktowani jak gwiazdy rocka: przedstawiani w mediach, hojnie opłacani i mający możliwość rozwoju na miarę swojego talentu i wyobraźni.

Hawkins postrzegał Amigę jako platformę rewolucyjną, dla której jego programiści stworzą nowe, wspaniałe dzieła. W listopadzie 1985 roku wykupił dwustronicową przestrzeń reklamową w magazynie "Compute!" i wychwalając na jej łamach zalety Amigi obiecał jednocześnie, że Electronic Arts zamierza stworzyć na tę platformę zupełnie nową generację gier. W wywiadzie, którego udzielił wcześniej tej samej gazecie Hawkins mówił: "Jestem przekonany, że jeśli ta maszyna będzie odpowiednio wspierana i promowana, wywrze znaczący wpływ na przemysł komputerowy". Słowa te okazały się prorocze.

Pierwszy produkt EA dla Amigi nie był jednak wcale grą, lecz narzędziem do jej tworzenia. Jeden z programistów, Dan Silva, tworzył na potrzeby firmy edytor graficzny, nazwany Prism. Po premierze Amigi szybko przepisał część programu, aby był w stanie wykorzystać wspaniałe możliwości graficzne nowego komputera. Jeszcze zanim edytor został wystawiony na sprzedaż, Silva pracował już nad kolejną wersją, posiadającą bardziej zaawansowane możliwości.

Edytorem tym był Deluxe Paint - program, od którego zaczęło swoją karierę tysiące grafików komputerowych. Pomimo prostego interfejsu, składającego się z paska narzędziowego po prawej stronie ekranu, Deluxe Paint był zaawansowanym narzędziem, pozwalającym nie tylko na tworzenie obrazów nieruchomych, lecz także animacji. Dzięki temu doskonale nadawał się do tworzenia grafiki do gier komputerowych i wideo. Deluxe Paint stał się na długie lata standardowym narzędziem do tego celu, podobnie jak dziś ma się sprawa z np. 3D Studio Max.

Nawet w latach późniejszych, gdy rynek gier na PC przyćmiewał Amigę pod względem rozmiaru i ilości wydawanych tytułów, wiele zespołów tworzących gry wciąż używało Deluxe Painta do tworzenia grafiki. Jego natywny format - IFF, a dla animacji - IFF ANIM, wciąż jest rozpoznawany przez wiele programów graficznych. Pliki IFF ANIM kompresowane były za pomocą kodowania delta, dzięki czemu miały mniejszą objętość. Działo się to wszystko 10 lat zanim opublikowano standardy kompresji animacji (jak na przykład MPEG).

W roku 1986 kombinacja Amigi i Deluxe Painta była nie do pobicia. Chociaż ostatecznie standardowym narzędziem do tworzenia grafiki dwuwymiarowej miał się stać Adobe Photoshop na komputerach Macintosh, maszyna ta jednak w tamtym czasie pracowała jedynie w trybie monochromatycznym, podczas gdy PC, nawet wyposażony w kartę grafiki CGA, wyświetlał co najwyżej cztery kolory. Ponownie, Amiga wyprzedziła swoje czasy.

Na pudełku Deluxe Painta II znajdował się obraz Tutenchamona stworzony za pomocą programu. Szybko stał się on ikoną dla przemysłu grafiki komputerowej. Nawet Commodore, doceniając moc drzemiącą w Deluxe Paint, wykorzystało ów obrazek w swojej nowej, zajmującej całą stronę reklamie, która (wreszcie!) prezentowała unikalne cechy Amigi.

Reklama Commodore Amiga w 1986r.

Czasopisma

W tym czasie zaczęły się pokazywać pierwsze czasopisma dotyczące Amigi. Pierwszym z nich był "Amiga World", wydawany przez IDG. Pierwszy numer dwumiesięcznika ukazał się pod koniec 1985 roku, a na jego okładce widniała Amiga 1000.

Na potrzeby wydania drugiego, "Amiga World" dotarła do Andy'ego Warhola, jednej z gwiazd uczestniczących w premierze Amigi. Warhol był osobowością dość enigmatyczną. Wydawał magazyn o nazwie "Interview" ("wywiad"), sam jednak nie dawał wywiadów. Szorstko odprawił proszącego o rozmowę reportera "Amiga World", po czym umknął do swojego gabinetu na piętrze. Niezrażony reporter poszedł za nim i zadawał mu pytania, podczas gdy artysta malował obrazy za pomocą swojej Amigi 1000.

Andy Warhol na okładce Amiga world

"Czy lubisz Amigę? Co Ci się w niej podoba?" - dopytywał się reporter.

"Kocham ją. Uwielbiam ją, bo wygląda jak dzieło moich rąk."

"Czy myślisz, że będzie bodźcem dla artystów?"

"To jest właśnie najlepsze. Można by... Artysta może stworzyć na niej kompletne dzieło. Może własnoręcznie wykonać na niej pełny film, z muzyką, dźwiękiem i obrazem... Wszystko na raz."

"Czemu nigdy wcześniej nie używałeś komputera?"

"Sam nie wiem, MIT (Massachusetts Institute of Technology, jedna z najbardziej prestiżowych uczelni technicznych świata - przyp. tłum) zapraszało mnie przez jakieś dziesięć lat, ale nigdy nie zdecydowałem się pojechać... A może to było Yale?"

"Nie wydawało Ci się to interesujące?"

"Och, wydawało mi się, ale, po prostu, cóż - ten komputer jest o wiele bardziej zaawansowany."

Warhol był mistrzem autokreacji, ale ten "wywiad" pokazał jakim entuzjazmem darzył Amigę. Artysta wyraził zawód, że jeszcze nie posiada kolorowej drukarki i mówił, jak wspaniale byłoby posiadać tablet graficzny, by zastąpić myszkę rysikiem. Produkty te właśnie powstawały, ale Warhol chciał je mieć natychmiast.

Aprobata ze strony sławnych osobistości nie była czymś nowym w świecie komputerów, ale tutaj mieliśmy do czynienia z czymś innym: sławnym artystą, będącym prawdziwym i entuzjastycznym użytkownikiem platformy. To właśnie artyści stanowili (choć dość mały) rynek, który można było rozwijać.

Zmiana ukierunkowania Amigi

Marketing firmy Commodore prezentował Amigę 1000 jako maszynę biurową, mającą bezpośrednio konkurować z IBM PC i jego niezliczonymi klonami. Raczej nie był to najlepszy pomysł.

Przeciętny biznesmen jest (powiedzmy to sobie szczerze), powolny, poważny i trochę nudny. Przedstawiciele tej grupy przyjmują nowe technologie jako ostatni w kolejce, chyba że nie ma żadnych wątpliwości, że poprawi to ogólny bilans. Dla biznesmena komputer potrafiący drukować dynamiczne, trójwymiarowe wykresy i diagramy w kolorze nie był użyteczny, póki nie była gotowa cała wspierająca infrastruktura: kolorowe drukarki, duże kolorowe wyświetlacze, oprogramowanie do prezentacji itd. Tego wszystkiego w 1986 roku nie było.

Thomas Rattigan nie wierzył w to, że próba sprzedawania Amigi na rynku biznesowym ma sens. W wywiadzie, którego udzielił w 1987 roku mówi: "Myślę, że cena wprowadziła wielu ludzi w błąd. Ludziom wydaje się, że komputery kosztujące poniżej 1000 dolarów przeznaczone są do użytku domowego, podczas gdy droższe skierowane są do zastosowań biznesowych. Nie wydaje mi się, że Amigi typu high-end zawojują oddziały księgowe. Myślę, że jeśli użytkownik zacznie wykorzystywać komputer w dziedzinach, w których liczy się kreatywność, to tam właśnie Amiga znajdzie swoje miejsce". Te przewidywania ze strony Rattigana były strzałem w dziesiątkę.

Rattigan wierzył, że najlepszym rozwiązaniem będzie rozdzielenie Amigi 1000 na dwa produkty: model typu low-end, zdolny przejąć gigantyczny rynek komputerów domowych, zdominowany niegdyś przez Commodore 64, oraz komputer typu high-end, atrakcyjny dla artysty-grafika (przykładem niech będzie Andy Warhol), zainteresowanego rozbudowywaniem sprzętu.

Model low-end: Amiga 500

Dyrektor generalny Commodore nie był pierwszym, któremu zaświtał pomysł tańszej Amigi. Inżynier George Robbins wierzył, że niskobudżetowa Amiga byłaby na początku lepszym pomysłem. Bob Russel z kolei walczył, aby taki produkt ujrzał światło dzienne jeszcze przed premierą Amigi 1000. Aby nowa maszyna, nazwana Amigą 500, miała szansę powstać, potrzebny był jednak głos od "kogoś z góry". Rattigan musiał dokonać wyboru komu powierzyć to zadanie: resztkom oryginalnej ekipy z Los Gatos, która zaprojektowała Amigę 1000, czy kluczowej grupie inżynierów z oddziału Commodore w West Chester, w Pensylwanii. Wybrał tych drugich, ponieważ wierzył, że są bardziej głodni sukcesu i w związku z tym szybciej przygotują komputer.

Na dyrektora nowego projektu wyznaczył Jeffa Portera, inżyniera, który zaprojektował innowacyjny (jednak skasowany przez poprzednika Rattigana) projekt komputera LCD. Głównymi inżynierami Amigi 500 byli George Robbins i Bob Welland, pracujący wcześniej nad (również skasowaną) uniksową stacją roboczą Commodore 900. Dziwaczna zbieranina jak na zespół mający stworzyć komputer, który miał wyratować firmę z opresji, ale pod wieloma względami odzwierciedlali grupę dziwaków i odludków, której Amiga zawdzięcza swoje powstanie. George Robbins, uprzejmy i miły człowiek z sumiastym wąsem, praktycznie mieszkał w pracy i często zapominał o praniu swoich rzeczy. Współpracownicy go uwielbiali, ale w trosce o jego higienę osobistą stale kupowali mu nowe koszule i po cichu pozbywali się starych.

Amiga 500

Robbinsowi skupianie się na oddawaniu swoich rzeczy do prania tylko przeszkadzałoby w obniżaniu kosztów Amigi. Welland był człowiekiem pełnym nowych pomysłów, podczas gdy Robbins zajmował się praktyką - podchwytywał dobre pomysły i przemieniał je w działające układy elektroniczne. Jednym z pomysłów Wellanda była możliwość zwiększenia ilości pamięci RAM w układzie "Agnes" do 1 MB, dzięki czemu dostępne byłyby dla Amigi wyższe rozdzielczości. Ekipa z Los Gatos poczuła się dotknięta zaproponowanymi zmianami, które w ich odczuciu nie były wystarczająco rewolucyjne i dała do zrozumienia, że nie sądzi, aby zaproponowane zmiany zdały egzamin. To jeszcze bardziej zmotywowało zespół tworzący Amigę 500.

Gdy "Fat Agnes" zadziałała, nawet inżynierowie z Amigi przyznali, że prawdopodobnie był to dobry pomysł. Niewielka zmiana zwiększyła możliwości Amigi, jednocześnie utrzymując wsteczną kompatybilność z istniejącym oprogramowaniem. Jak mówił później RJ Mical, "był to krok w dobrym kierunku, który jednak naruszył oryginalną architekturę szyny danych, spowalniając działanie komputera".

W międzyczasie, pragmatyczny Robbins poszukiwał oszczędności przeprojektowując płytę główną. Pozbawił komputer możliwości bezpośredniego podłączania telewizora - miał do tego służyć osobny adapter A520. Okazało się to dobrym pomysłem - większość użytkowników i tak nie używało telewizora z powodu kiepskiej jakości obrazu i efektu rozmycia, który utrudniał czytanie tekstu. Komputer został również "odchudzony" o wewnętrzny zasilacz, a klawiaturę zintegrowano z obudową, zainspirowaną wyglądem Commodore 128. Stację dyskietek 3,5 cala umieszczono po prawej stronie komputera, natomiast wąskie złącze rozszerzeń - po lewej. Można było do niego dołączać urządzenia bez konieczności zdejmowania obudowy z Amigi.

Model high-end: Amiga 2000

Gdy już uruchomiono projekt Amigi 500, Commodore poszukiwało ludzi do pracy nad Amigą 2000. Tu jednak dały znać o sobie przeprowadzone przez Rattigana masowe zwolnienia personelu - do projektu brakowało inżynierów. Zadanie przekazano więc niemieckiemu oddziałowi firmy, gdzie po prostu dodano do projektu Amigi 1000 interfejs rozszerzenia sprzętowego i zamontowano całość w standardowej obudowie do PC. Rattigan miał na myśli coś zupełnie innego.

Zadanie przeprojektowania Amigi 2000 otrzymał Dave Haynie, człowiek, którego szerokie ramiona i jeszcze okazalsze ego musiały się z tym problemem uporać. "Sam byłem ekipą projektującą Amigę 2000" - mówi Haynie. "Stało się tak w wyniku masywnych zwolnień. Pracowałem dniem i nocą, a i tak nie było czasu, żeby zrobić wszystko". Haynie pracował cały tydzień, a piątkami zaglądał do "Margaritas", lokalnej knajpy, obfitującej w tanie piwo.

Haynie zainspirował się projektami stworzonymi w Los Gatos. Postanowił sobie ulepszyć tę elegancką architekturę i zaprojektował nowy układ specjalizowany, zwany Buster. Miał się on zajmować slotem rozszerzeń, któremu nadano nazwę "Zorro". Gniazda te, noszące nazwę odnoszącą się do jednego z oryginalnych prototypów, znowu wyprzedziły swój czas. W odróżnieniu od slotów ISA w świecie PC, gniazda Zorro miały wbudowaną opcję autokonfiguracji, pozwalając kartom rozszerzeń na pracę zaraz po włożeniu, bez konieczności ręcznej konfiguracji zworek, czy rozwiązywania konfliktów sprzętowych.

Zbudowany czołg: Amiga 2000

Haynie pragnął zaprojektować komputer, który - zarówno dla użytkownika, jak i dla samego Commodore - byłby łatwy do wyposażenia w nowe, pochodzące z laboratoriów badawczych Motoroli procesory. Umieścił więc CPU na osobnej, łatwej do wymontowania karcie. Od niemieckich projektantów zapożyczył ideę genlocka - sposobu, by bezpośrednio nałożyć obraz z komputera na sygnał wideo bez utraty stabilności obrazu. Pomysł ten ucieleśnił za pomocą osobnego slotu video, w którym można było umieścić genlock, bądź inną kartę służącą do obróbki obrazu. Dzięki temu Amiga, już będąca kombajnem multimedialnym, stała się w praktyce standardowym komputerem do obróbki wideo.

Wyposażona w pięć slotów Zorro, cztery ISA i wspomnianymi gniazdami CPU i video Amiga 2000 miała niespotykane wcześniej możliwości rozbudowy. To była poważna maszyna dla wymagających użytkowników. Obudowę dla komputera zapożyczono ze skasowanego projektu Commodore 900.

Nie wszystkim podobał się model 2000. Twórca Amigi, Jay Miner, gdy na jednym ze spotkań użytkowników spytano go o zdanie na temat nowego komputera, zalecił właścicielom Amigi 1000, aby nie wymieniali jej na nowy model. Minerem nie kierowała jedynie zazdrość - czuł, że przy ulepszaniu komputera nie wykorzystano postępów, które technologia poczyniła od czasu, gdy w 1982 roku projektował Amigę.

Upadek Rattigana

Jay Miner miał rację. Czas szybko mijał. Nie tylko on odczuwał rozdrażnienie. Irving Gould, tajemniczy finansista z oddali kontrolujący Commodore, zaczął wyrażać zniecierpliwienie przedłużającym się oczekiwaniem na nowe modele.

Gould, podobnie jak wielu szefów przed i po nim, żądał niemożliwego. Pierwsze stojące przed nim zadanie - przywrócenia firmie rentowności - Rattigan wykonał obcinając listę płac. Kolejnym krokiem miało być stworzenie bardziej popularnego następcy Amigi 1000, lecz ci inżynierowie, którzy pozostali, przy tak ograniczonych środkach nie mogli pracować szybciej.

Gould winił Rattigana nie tylko za opóźnienia przy powstawaniu Amigi 500 i 2000. Oskarżał podległego sobie dyrektora, że podczas wywiadu, jaki udzielił gazecie "Philadelphia Inquirer", zachowywał się "w sposób zbytnio napuszony". Jeśli to miał być zarzut, to cokolwiek chybiony. "Napuszone maniery" Rattigana przejawiały się w udzieleniu wywiadów do kilku miesięczników. W jednym z nich reporter zapytał go jak czuje się, będąc tak mało znanym w porównaniu do innych dyrektorów generalnych w branży, jak na przykład Johna Sculleya w Apple. Rattigan odpowiedział, że kiedy twoja firma traci pieniądze, bycie dobrze znanym nie wydaje się istotne.

Rattigan wiedział, że nie jest w stanie wygrać z Gouldem, posiadającym sześć spośród trzydziestu milionów akcji Commodore. Poza tym, finansista był trudno uchwytnym przeciwnikiem. W biurach Commodore pojawiał się rzadko, wolał natomiast wydzwaniać do pracowników, zbierając brudy na swojego dyrektora generalnego.

Irving Gould

W kwietniu 1987 roku Gould wynajął firmę Dillon-Read, trudniącą się doradztwem w zakresie zarządzania, aby przygotowała raport na temat Commodore. Firmy konsultingowe znane są od dawna z niechlubnego procederu pobierania skandalicznie wysokich opłat tylko po to, by ich młodsi stażem pracownicy wysyłali później pilne zalecenia dalszego konsultingu (płatnego od godziny pracy). W tym konkretnym przypadku nie było inaczej, jednak konsultant firmy Dillon-Read, który przygotował raport, szykował coś jeszcze gorszego.

Mowa o Mehdi Ali, człowieku, którego nazwisko miały później przeklinać dziesiątki pracowników Commodore.

Raport sugerował natychmiastową wymianę dyrektora generalnego, co Gould zamierzał zrobić z dziką radością. Zwołał zebranie rady nadzorczej, umyślnie nie włączając w to Rattigana. Ten, choć wiedział, że gra skończona, postanowił trwać do końca. Następnego dnia, jak co dzień, udał się do pracy.

Strażników pouczono, aby nie wpuszczali go do siedziby firmy, ale udali że nie usłyszeli polecenia. "Co niby mam mu powiedzieć?" zapytał jeden z nich. "Facet kieruje firmą, uratował ją z opresji, a ja mam go powstrzymać przed wejściem? Pogłupieliście?"

Zamek od jego gabinetu był już wymieniony. Rattigana w korytarzu przywitała armia prawników, którzy poinformowali go, że nie jest już pracownikiem Commodore. Dyrektor zapytał jaki jest powód zwolnienia, na co usłyszał jedynie niezrozumiały prawny bełkot. Pogodziwszy się z losem, Rattigan pozwolił się wyprowadzić z biura. Stojąc na parkingu przed budynkiem, obejrzał się jeszcze raz na firmę, którą ocalił, zastanawiając się co poszło nie tak.

Gould wygrał, ale było to pyrrusowe zwycięstwo. Stracił najlepszego dyrektora generalnego w historii firmy. Co gorsze, aby się go pozbyć złamał obowiązujący kontrakt. Rattigan założył pozew w sądzie o naruszenie warunków umowy i wypłatę dziewięciu milionów dolarów zaległego wynagrodzenia. Commodore natychmiast złożyło kontrpozew o 24 miliony dolarów. Sprawa ciągnęła się aż do 1991 roku, kiedy to, jak na ironię, miał się skończyć pięcioletni kontrakt Rattigana. Były dyrektor wygrał sprawę, a kontrpozew oddalono.

Amiga kontratakuje

Co więc udało się Rattiganowi osiągnąć? Powstrzymał odpływ gotówki, przywrócił Commodore rentowność i umożliwił powstanie projektów, które miały wprowadzić Amigę w złoty wiek: modeli A500 i A2000. Ukazały się one w ciągu kilku miesięcy od jego zwolnienia.

Co stałoby się z Amigą, gdyby Rattigan nie musiał odejść to jedno z wielu domniemywań w stylu "co by było gdyby", które dodają smaczku historii Amigi. Ważne jest jednak co uczynił, kiedy jeszcze pracował w firmie. Ratując Commodore umożliwił przetrwanie Amigi, która w swoich nowych dwóch odmianach miała odnieść sukces rynkowy, o którym Amiga 1000 mogła tylko marzyć.

W związku z nimi, podzieliła się również historia Amigi. Już nie była to opowieść o jej oryginalnych twórcach, czy wysiłkach firmy próbującej wcielić w życie nową, rewolucyjną technologię. Od teraz historia Amigi miała dotyczyć jej użytkowników: zróżnicowanej grupy ludzi, którzy na różny sposób potraktowali platformę i prowadzili ją w odmiennych kierunkach.

Teraz historia Amigi dotyczyła graczy, użytkowników BBS-ów, twórców dem, hakerów, grafików, animatorów, twórców filmowych i telewizyjnych. Dotyczyła amigowców.